decay

State of decay – wreszcie dobry singleplayerowy zombie survival

Posted on Kwiecień 5, 2014 · Posted in Gry, Wszystkie

Gier typu Zombie survival aktualnie mamy niezłe przesilenie. Jak grzyby po deszczu wyrastają produkcje większe i mniejsze o przetrwaniu w zarażonym świecie. Przyznaje, że ten temat na mnie działa. Zawsze fascynowała mnie wizja świata wydaje się pusty, wyludniony. Chodnikami już nikt nie chodzi, nie słychać też ryku silników samochodów czy odgłosów energicznych dyskusji. W nocy jest ciemno jak w czterech literach, a w dzień nic nie wskazuje abyśmy się z nich wydostali. Atmosfera osamotnienia, nieustannej grozy i beznadziei bardzo mnie przyciąga. Z tego też powodu kilka tytułów już zaliczyłem, żaden niestety nie okazał się zbliżyć do moich oczekiwań.

Perełką która mnie urzekła najbardziej spośród całego tego gąszczu gier ukazała się produkcja debiutującego studia Undead Labs pod tytułem State of decay. Pierwotnie gra ukazała się tylko na konsole Xbox 360, ale na szczęście po kilku miesiącach została wydana również na PC dzięki czemu mogłem w nią zagrać. I przyznaje, że od początku mnie pochłoneła. Pełna swoboda działań, otwarty świat, możliwość grania każdą napotkaną postacią, tworzenie i zarządzanie schronieniem, wysoki poziom trudności i wiele wiele innych mniejszych smaczków przyczyniła się do mojego zanurzenia w tym tytule. Fabuła pełni tutaj tylko tło i może na początku mnie interesowała to po niedługim czasie już miałem ją w nosie. Liczyło się tylko przetrwanie. Jednak brakowało mi czegoś w tej grze, dalej było dla mnie za łatwo, nie musiałem podejmować trudnych decyzji o czymś życiu bądź śmierci, nie czułem aż tak mocno obaw o swój los. Mimo iż postać jeśli została pozbawiona życia to permanentnie. Nie można było wczytaj wcześniejszego zapisu i cieszyć się, że zmartwychwstała.

 

st3

 

Dowiedziałem się, że dostępny jest już pierwszy dodatek do gry pod tytułem „Breakdown”. Oferował on zwiększony poziom trudności oraz większą ilość przedmiotów. Bez większego namysłu dokonałem zakupu i już po pierwszej partii stwierdziłem, że jest lepiej, ale wciąż do ideału trochę brakuje. Wziąłem się za przeszukiwania modów bo doskonale wiem, że jeśli ja mam z czymś problem to na pewno inni, zdolniejsi gracze który potrafili by to w grze co im nie odpowiada zmienić też mają ten problem.  Zainstalowałem mod o nazwie GeorgeRomeroMod do dodatku Breakdown, dzięki czemu udało mi się otrzymać następujące zmiany:

– Zombie poruszają się wolniej,
– Populacja zombie zwiększona ponad dwukrotnie,
– Jeden cios zombie jest praktycznie zabójczy,
– Pojazdy są bardzo słabe,
– Broń jest znacznie głośniejsza i przyciąga więcej zombie,
– Broń biała później ulega zniszczeniu.

Dzięki temu zabiegowi otrzymałem w 100% zombie survival w jaki chcę grać z przyjemnością. Jest bardzo trudno, muszę uważać na każdym kroku. Każde działanie musi być przemyślane i odpowiednio skoordynowane. Już podczas pierwszej partii zarysowała się bardzo fajna historia którą się poniżej dzielę.

 

st2

 

Bohater był farmerem. Wiódł nie zamożne życie, ale też niczego mu nie brakowało niezbędnego do egzystowania. Gdy w telewizji pojawiły się pierwsze informacje o infekcji, nie wyglądał na zmartwionego. Był samotnikiem, żona wraz z dwójką dzieci wyemigrowała do Europy wiele lat temu. Rodziców miał po drugiej stronie stanów i często ich nie odwiedzał. Na jego farmie ciężko było zobaczyć skutki infekcji, gdyż nie było wokół niego wielu ludzi. Pewnego popołudnia, kiedy Johnson pracował w sadzie spora grupa umarlaków zbliżała się ze wschodu do jego domu. Widział ich, ale nie bardzo wiedział co ma zrobić. Grupa ludzi wydawała mu się bardzo dziwna, większość kuśtykała, nieskoordynowane, bardzo powolne ruchy. Przyglądał się im tak gdy po chwili za swoimi plecami usłyszał dziwny, przeraźliwy odgłos zbliżających się umarlaków.

Było ich dwóch, próbował negocjować, ale bez skutków. Chwicił swoją maczętę i posiekał ich na drobne kawałki, wszak bronią biała potrafił się posługiwać dość zręcznie. Dom był już opanowany, podobnie jak okolica. Pozostało mu uciekać i znaleźć jakieś bezpieczniejsze miejsce. Samochód stał zaparkowany przed domem dzięki czemu mógł szybko się do niego dostać i sunąć w dal. Kierunek małe miasteczko na północy. Słyszał w radiu, że jest tam mała grupka ocalałych. Ucieszyli się jego przybyciem, podobnie i on w końcu świat był teraz dość groźny więc każda przyjazna osoba była na wagę złota.

 

st1

 

Postanowił rozejrzeć się trochę za zapasami, najbardziej potrzebne były leki i amunicja. Pobliski domek przeszukał jako pierwszy. Była tam tylko garść zombiaków więc mógł w miarę sprawnie się z nimi rozprawić. Znalazł trochę zapasów, które znacznie poprawiły aktualną sytuację w schronie. Noc była w miarę spokojna. Nad ranem zaatakowała schron nieduża grupa umarłych, rozprawił się z nimi koktajlem mołotowa. Niedobitki posłużyły jako trening walki wręcz. Kiedy wracał do schronienia inni członkowie zarejestrowali wiadomość z pobliskiego domu od nieznanego mężczyzny. Potrzebował pomocy. Jako, że było nas nie wielka grupa i potrzebowaliśmy większej liczby ludzi, podjęliśmy decyzję, że ruszę z pomocą. Grzmot silnika przyciągną kilku zombie, ale jako, że byli dość wolni nie zawracał sobie głowy nimi. Wbiegł do domu z którego było słychać krzyki. Mężczyzna był otoczony paroma truposzami, dawał sobie całkiem nieźle radę, ale widać było, że już opada z sił. Johnson Ruszył mu z pomocą. Szybko się z nimi rozprawili. Mieli już uciekać, gdy nagle przez okna i drzwi wleciała chorda zombiaków. Johnson użył pistoletu, bo nie dali byśmy sobie ze wszystkimi naraz rady. Niestety było ich znacznie więcej niż na początku sądził, a odgłos broni tylko pogorszył sprawę. Sytuacja stawała się beznadziejna, amunicja się mi skończyła, a kolejne zastepy umarłych były coraz bliżej. Bronił się maczetą, ale niestety nie miałem oczu dokoła głowy i po chwili otrzymał potworny cios w tył głowy. Padł na ziemię gdzie doleciała do niego z piątka żądnych krwi umarlaków. Po szarpaninie udało mu się jakoś dostać do drzwi. Kątem oka spojrzał, że osoba której miał pomóc już jest praktycznie pożerana. Zaczął uciekać, bo nie miał już innego wyjścia. Ledwo udało mu się dostać do samochodu i odjechać.

Był ciężko ranny i bardzo zmęczony. Myślałem, że wszystko jednak najgorsze już za mną. Niestety kilka metrów od schonienia uderzyłem w słup przy próbie ominienią zombie i zniszczyłem auto. Wytelepałem się z niego resztkami sił. Umarlaki już za mna ruszały. Coraz więcej i więcej zaczęłem więc biec. W zasięgu zwroku miałem już schon więc w zasadzie nie obiawiałem się o swoje życie. Kiedy nagle za płotu wyskoczył Feral. Szybki i silny zmutowany umarlak. Nie miałem już amunicji więc praktycznie byłem bez szans w staciu z nim. Jedyną moją szansą było dotarcie do schonienia. Ruszyłem ile sił w nogach lecz po chwili uzmysłowił mi Feral, że nie mam szans. Wyciągnałem maczętę i próbowałem się bronić. Dostał cięcie w prawy bark, ale nie zrobiło to na nim wrazenia. Pchną mnie drugą ręką powalając mnie na ziemię. Z impetem wskoczył na moje próbujące bronić się w pozycji leżącej ciało. Był znacznie silniejszy. Czułem jak jego ręce wyrywają mi włosy i skórę z twarzy. Wiedziałem, że jest już po mnie. Ostatni jego cios posłał mnie do zaświatów. Na szczęście nie musiałem oglądać tego, jak rozrywa mnie na dwie części. To był mój koniec.